Nowy sezon, nowe rozdanie, a emocje sięgają zenitu! Po raz pierwszy od lat Red Bull nie wchodzi w sezon jako faworyt, a walka o mistrzostwo w 2025 roku zapowiada się jako jedna z najbardziej wyrównanych w ostatnich dekadach. Czy Ferrari, z nowym, elektryzującym duetem kierowców, jest gotowe na powrót na szczyt? Czy Charles Leclerc ma wszystko, by w końcu zdobyć tytuł mistrza świata? Sprawdźmy!
Ferrari – czas na detronizację rywali?
Jeśli ktoś przegapił tegoroczne zimowe roszady, to pora nadrobić zaległości – Lewis Hamilton, siedmiokrotny mistrz świata, zasilił szeregi Ferrari. To ruch, który może całkowicie odmienić losy rywalizacji w 2025 roku. Scuderia od lat marzy o powrocie na tron mistrzowski i, jak sądzę, teraz mają na to realne szanse.
11/8 na Ferrari jako mistrza konstruktorów? To propozycja, której nie można ignorować. Choć McLaren wyglądał minimalnie szybciej w testach przedsezonowych, to duet Leclerc-Hamilton daje Włochom przewagę, której nikt nie może lekceważyć.
Leclerc zakończył sezon 2024 w znakomitej formie, a jego równomierna i stabilna jazda w końcówce ubiegłorocznych zmagań wskazuje, że jest gotowy na wielkie rzeczy. Z kolei Hamilton ma coś do udowodnienia – po kilku latach w Mercedesie, gdzie jego motywacja mogła nieco osłabnąć, teraz widzimy w nim głód zwycięstw. To może być mieszanka wybuchowa, która zaprowadzi Ferrari do mistrzowskiego tytułu po raz pierwszy od 2008 roku.
A co z Red Bullem? Cóż, odejście Adriana Neweya, który przez lata był architektem ich dominacji, to ogromna strata. Dodajmy do tego problemy pozasportowe oraz niepewną sytuację drugiego kierowcy, którym ma być Liam Lawson – zawodnik o ogromnym potencjale, ale jednocześnie bez doświadczenia w walce na najwyższym poziomie. Moim zdaniem, to za mało, by Red Bull mógł marzyć o kolejnym tytule.
Mercedes? George Russell to świetny kierowca, ale nie jest na poziomie Verstappena, Leclerca czy Hamiltona. Do tego Kimi Antonelli to debiutant, a zespoły z młodym, niedoświadczonym kierowcą często mają problem z utrzymaniem tempa czołówki. Dlatego sądzę, że srebrne strzały będą groźne, ale nie aż tak, by realnie myśleć o mistrzostwie.
Leclerc – w końcu po tytuł mistrza świata?
Sezon 2024 był najlepszym w karierze Charlesa Leclerca – zdobył aż 356 punktów i zakończył rok z serią ośmiu podium w ostatnich 12 wyścigach. To więcej niż jakikolwiek inny kierowca! Jeśli Ferrari da mu konkurencyjny bolid, moim zdaniem, jest jednym z najlepszych typów na mistrza świata.
Jego styl jazdy? Pełen precyzji i konsekwencji. W sezonie 2024 tylko trzykrotnie ukończył wyścig poza pierwszą piątką – to absolutna czołówka pod względem regularności. Do tego jego tempo w kwalifikacjach jest fenomenalne, co pozwala mu często startować z czołówki, unikając problemów w tłoku środka stawki.
Oczywiście, Hamilton będzie dla niego rywalem numer jeden w ekipie, ale wiek może działać na korzyść Leclerca. Lewis ma już 40 lat i, choć jego doświadczenie jest nieocenione, potrzebuje czasu na aklimatyzację w nowym zespole. Jeśli Leclerc dobrze rozpocznie sezon, może zbudować sobie przewagę, której nawet taki mistrz jak Hamilton nie będzie w stanie odrobić.
Czy 9/2 na mistrzostwo Leclerca to dobra opcja? Moim zdaniem, zdecydowanie tak! Ferrari wygląda na dobrze przygotowane, a Charles jest w idealnym momencie swojej kariery, by sięgnąć po upragniony tytuł.
Podsumowanie – sezon 2025 zapowiada się pasjonująco!
Nie ma co ukrywać – sezon 2025 to prawdziwa niewiadoma. W grze o mistrzostwo są przynajmniej trzy zespoły, a walka o prymat w Ferrari pomiędzy Leclerkiem a Hamiltonem będzie równie emocjonująca, co bój Verstappena z rywalami.
- Ferrari ma świetny duet kierowców i realną szansę na tytuł mistrza konstruktorów.
- Leclerc ma wszystko, by sięgnąć po swoje pierwsze mistrzostwo świata.
- Red Bull traci impet, a Mercedes może nie mieć wystarczającej siły ognia.
Moje typy? Ferrari na mistrza konstruktorów oraz Leclerc na mistrza świata. 2025 rok może być sezonem, w którym czerwone bolidy powrócą na tron – i moim zdaniem, mają ku temu wszelkie argumenty!